The love story * Miłosna historia

Photo by uditha wickramanayaka, Flickr

It'll be a little bit personal today. Well, I'm not going to thrill You with a great I-can't-live-without-You story (yet) but want to share with You some stuff.

I hadn't been running the blog in English when I have met R. for the first time. I don't want to go much into details but will promise something at the end of that post. To make the long story short, I'll only tell You that after having the most incredible relationship ever (with all our flaws and imperfections) we've decided to split in October. I have been so down and have thrown me totally into work (I only slept at home), doing extra hours, being busy with Christmas preparations and so on (I work at a venue company - for those who don't know). Only saying I just didn't want to think too much or even at all about what has happened. I found myself being disappointed not only with him but mostly with myself, tried to analyze what went wrong and how to turn it into good. Nevertheless, there wasn't even one day that I haven't thought about him: what is he doing, is he all right, how is his family, is the company going well? Struggling with myself and trying to forget that relationship so badly, finally, I got over the first wave of all emotions that I had ever had for that man. I truly loved R. and for the first time I have started thinking of actually spending the rest of my life with him. Unfortunately, the reality was different: we broke up, I was here, in Amsterdam and he was there, in Sydney.

Photo by Aftab Uzzaman, Flickr

I don't hold any grudge against people, in particular against R. . Surprisingly we sent Christmas wishes and New Year's greetings to each other, and I also got my birthday wishes from him (mid-January) but at that time I knew it was impossible to meet or talk.

Meanwhile, a friend of mine is graduating from uni, and I have promised him to ask a few friends that are in the IT industry whether they need interns. On Sunday, last week I sent a message to R. like his company relates to that field, and it turned out that R. was in the city!!! I was shocked, felt cold and warm at the same time. He dropped by on Monday to say HELLO but had to leave to Australia on Tuesday morning, so we haven't had much time to talk. We'll see each other in three weeks and hopefully will be able to talk it all over in a proper way.

Photo by jade2k, Flickr

Life can be complicated and has its twists, but I do believe that if there's a genuine feeling between two people, love will find its way to connect them. I promise that if we're somehow back together I'll write the full story of ours and what I learned and discovered after breaking up.

I wish for You a very romantic weekend :)

Photo by Bekah Diaz, Flickr

Dziś troszkę osobiście. Nie powalę Was historią miłości na zabój (jeszcze), ale chciałabym się czymś z Wami podzielić.

Kilka razy wspominałam o R., ale dość pobieżnie. Cóż, nie będę wchodziła za bardzo w szczegóły, ale złożę obietnicę na koniec tego wpisu. Streszczając długą historię, napiszę tylko, że pierwszy raz w życiu zaczęłam myśleć o założeniu rodziny, kiedy byłam z R. (jako mała dziewczynka powiedziałam rodzicom, że nigdy nie wyjdę za mąż i że nie chcę mieć dzieci). Wyszło na to, że w październiku zerwaliśmy (nie był to najlepszy sposób, ale o tym może kiedyś). Byłam starsznie zdołowana i rozczarowana nie tylko nim, ale przede wszystkim sobą. Rzuciłam się w wir pracy (spałam tylko w domu), bo nie chciałam myśleć o tym, co się stało. Oczywiście, próbowałam analizować, gdzie był błąd i jak zmienić to wszystko na swoją korzyść. Nie mniej jednak, nie było dnia, żebym o nim nie myślałam (i bardzo mnie to dziwiło): jak on się ma, co teraz robi, co u jego rodziny, czy firma ma się dobrze? Zmagając się z tym wszystkim i desperacko próbując zapomnieć, pozbyłam się pierwszej fali uczuć i emocji. Byłam w grudniu już spokojniejsza (może to też dlatego, że byłam chora). Skupiłam się przede wszystkim na wyjeździe na konferencję do Krakowa.

Photo by TheSometimesPhotographer, Flickr

R. był chyba pierwszym mężczyzną, którego szczerze kochałam, ale rzeczywistość była inna. Zerwaliśmy. Ja jestem tu, w Amsterdamie, a on tam, w Sydney. Nie mam ludziom rzeczy za złe, a zwłaszcza jemu. Popełniłam kilka błędów, będąc z nim i po prostu wyciągnęłam stosowne wnioski na przyszły raz. Wysłaliśmy sobie życzenia na Święta i Nowy Rok, ale to raczej z grzeczności, a dostałam jeszcze życzenia urodzine od niego w styczniu.

Tymczasem mój znajomy zaczął szukać stażu, bo kończy szkołę. Obiecałam mu pomóc, pytając kilku znajomych, którzy mają coś wspólnego z branżą IT, czy potrzebują stażystów. R. prowadzi firmę, która mogłaby studenta informatyki potrzebować, więc w zeszłym tygodniu, w niedzielę napisałam do niego wiadomość. Okazało się, że R. jest w mieście!! Byłam zszokowana, czułam się zimno i gorąco jednocześnie. Wpadł się przywitać w poniedziałek, ale nie mieliśmy zbytnio czasu, żeby porozmawiać, bo we wtorek nad ranem R. miał wylot. Nigdy nie spodziewałam się widzieć tego człowieka raz jeszcze w swoim życiu, naprawdę.

Photo by Serena, Flickr

Życie może się komlikować i mieć swoje zwroty, ale osobiście wierzę, że jeśli jest prawdziwe uczucie między dwojgiem ludzi, którzy chcą być razem to miłość znajdze swój sposób, aby ich połączyć. Dodało mi to trochę nadziei, bo to nie może być zbieg okoliczności ( nie wierzę w przypadki) i obiecuję, że jeśli jakim cudem będziemy razem to napiszę Wam swoją historię :) i to, czego się nauczyłam i co odkryłam o sobie po zerwaniu.

Życzę Wam niezwykle romantycznego weekendu :)